Przedwojenna smokingowa koszula mojego Dziadka :)

(English available) Chciałabym Wam coś pokazać ;)

Wśród różnych domowych skarbów od zawsze pałętały się 3 rzeczy: spinka do kołnierzyka, kołnierzyki i koszula mojego Dziadka.

Od dzieciństwa wszystko to stanowiło źródło mojego największego zachwytu.

Maleńka złota SPINKA z perełką do spinania przodu koszuli i kołnierzyka niestety zaginęła i nikt jej nie widział już od kilku dekad, a szkoda, bo jej konstrukcja była dla mnie zawsze bardzo intrygująca i uwielbiałam się nią bawić bez końca. Jej zadaniem było złapanie razem czterech dziurek – dwóch od stójki i dwóch od kołnierzyka, gdy się to osiągnęło, należało rozłożyć takie jakby skrzydełka spinki i w ten sposób zabezpieczyć zapięcie. Myślę, że ktoś zawsze musiał pomagać facetom to osiągnąć, bo przy sztywności kołnierzyka możliwość jakiegokolwiek manipulowania była niezwykle ograniczona.

Drugim skarbem jest autentyczne PUDEŁKO z lat 30-tych XX wieku z kołnierzykami.

Szkoda, że nie można dotknąć rzeczy przez Internet, gdyż te kołnierzyki wydają się być plastikowe. Wielokrotnie krochmalone są tak sztywne, że w ogóle nie można ich w jakikolwiek sposób wygiąć – chyba, że złamać. Po wykrochmaleniu były prasowane w jakiś sekretny sposób w maglu – nie ma na nich żadnego zagięcia, wszystko jest idealne. Te kołnierzyki, zapewne z indywidualnym numerem klienta, czyli Dziadka, tak się właśnie zachowały, wraz z oryginalnym pudełkiem i bibułką, w którą były pakowane po każdym praniu.

I wreszcie KOSZULA.

Jej historia jest długa i pokrętna.

Zacznę chyba od końca – otóż nie wiem, czy pamiętacie, ale takie wielkie koszule, które teraz są hitem, były już modne w latach 80-tych. Wtedy też zaadoptowałam koszulę Dziadka i dostosowałam ją do moich potrzeb. Doszyłam falbankę, mały miękki kołnierzyk – bo te oryginalne absolutnie nie nadają się do noszenia w naszych czasach, nigdy w życiu bym ich ani nie wyprała, ani wyprasowała, nie mówiąc już o przypięciu do stójki spinkami, których nie mam.

Wyhaftowałam też na plecach kwiatki – najwyraźniej wtedy to było modne.

Takie koszule nie miały niestety żadnych guzików – wszystko zapinane było na spinki, a te zaginęły, dlatego doszyłam jakieś guziki, żeby w ogóle ją jakoś zapiąć.

Jedną z najważniejszych części jest gorset – uszyty z dwóch warstw dosyć grubego materiału był krochmalony podobnie jak kołnierzyki. Wtedy w latach 80-tych ten krochmal był nadal tak sztywny, że prałam ją wielokrotnie w celu wypłukania go chociaż w najmniejszym stopniu. Do dzisiaj – kilkadziesiąt prań później – nadal jest sztywny.

Bardzo intrygujące są cięcia tej koszuli, składa się z 30 części plus kołnierzyk !!!

Zachowane kołnierzyki są albo do muszki, albo krawata, ale w przypadku tej konkretnej koszuli była ona tylko i wyłącznie do fraka lub smokingu.

Nigdy nie znałam mojego Dziadka, w tych wszystkich rzeczach chodził przed wojną.

 

ENGLISH VERSION

Among various household treasures 3 things have always been very important: my Grandfather’s shirt, his collar pin and a box of collars.

All my childhood these items were a source of my greatest delight.

The tiny gold pearl collar pin was unfortunately lost and no one had seen it for a few decades now, a pity, because its construction was ever so intriguing and I loved to play with it endlessly. It was used to hold together four holes – two from the shirt and two from the collar. When it went through these four holes, it was necessary to open something resembling little wings and thus secure the clasp. I think a butler had to help guys do this, because the stiffness of the collar made any twiddling extremely limited.

Another treasure is an authentic 1930s BOX with my Granddad’s collars.

It is a pity that we can’t touch things on the Internet, as these collars look and feel like plastic. They were starched so many times that even now they are so stiff that it’s impossible to bend them in any way. These collars, probably with my Granddad’s customer number on them, are still in the original box with tissue paper in which they were wrapped up after every wash.

And finally the SHIRT.

Its history is long and complicated.

I think I’ll start from the end – so … I don’t know if you remember, but such big shirts which are hot fashion now, were already fashionable in the 80s. It was then when I adopted my Grandfather’s shirt to my needs. I sewed a frill on it, a small soft collar – simply because the original ones are impossible to wear. They are too stiff and I would never in my life be able to wash and iron them, not to mention the impossibility of pinning the collar to the shirt using  clips, which I do not have, anyway. ;) :D

Then, in the 80s I embroidered flowers at the back – it must have been fashionable.

One of the most important parts of the shirt is a corset – sewn from two layers of material it is quite thick and was also starched like collars. Then in the 80s starch was still so stiff that I had to wash it many times to even be able breath. To this day – dozens of washes later – it is still quite stiff.

One of the most  intriguing things about this shirt is the way it was cut – it was made up of 30 parts plus the collar !!!

These collars were worn either with ties or bow-ties, but in case of this particular shirt, it was only worn with a tail-coat or tuxedo.

I never knew my Granddad and it was before the war when he was was wearing all these things.

Margot :)

Może cię również zainteresować

16 komentarzy

    1. Witam na moim blogu i dziękuję za komentarz. Jest mi bardzo miło, że chciało Ci się wrócić do moich starszych postów i znaleźć jeden z moich ulubionych :)))) . Pozdrawiam serdecznie – kisses – Margot :))))

  1. Super,ciekawe,jak plastikowe. Ciekawe jak to robiono,bo wyglądają jakby nie były uszyte tylko plastikowe. Pomysł z falbanką i kwiatkami bardzo mi się podoba. Zazdroszczę dziadkowej koszuli. Mojego też nie znałam,bo zginął w ostatnich dniach wojny.

    1. Tak, dokładnie, wyglądają jak z plastiku i takie też są w dotyku – jakieś tony krochmalu :)))) . Wojna – tyle strat :((( . Dziękuję – kisses – Margot :)))

  2. Bardzo ciekawa historia i tak ładnie ją opisałaś. Takie pamiątki są bezcenne. Dopiero w pewnym wieku doceniamy ich wartość. Koszula bardzo ciekawa. Pozdrawiam.

  3. Bardzo ładne koszule, ta moda która była tam była chyba jedna z najbardziej eleganckich. Można by to wykorzystać albo zatrzymać jako wierną pamiętke. Fajnie wyglądałyby z butami, które znalazłam tu . Ale pamiątka to pamiątka.

    1. Witam na moim blogu :))) . Koszulę wykorzystałam już wielokrotnie, zapraszam na mój następny post – tam będzie ciąg dalszy. Dziękuję i pozdrawiam – Margot :)))

  4. Wspaniała historia, super że jesteś w posiadaniu takiego cacka, niestety jako nastolatka, dużo powyrzucałam takich właśnie staroci, jak wtedy uważałam, a teraz bardzo żałuję, najbardziej mi żal koronkowych rękawiczek prababci, nie wiem do dziś co się z nimi stało, jak również nie wiem, co stało się z sukienkami mamy z lat 60-tych, takich na halkach. Jedną, którą otrzymałam małą czarną mam w szafie do dziś, ma tyle lat co ja, albo jest rok starsza. Świetny post

    1. Ja niestety też powyrzucałam mnóstwo rzeczy, które kiedyś wydawały się jakimiś śmieciami. Szkoda – wyobrażam sobie takie rękawiczki, a sukienki Mamy też gdzieś zniknęły, pomimo, że zostały jakieś zupełnie bezsensowne rzeczy. Takie jest niestety życie ;((( . Miło mi, że zainteresowała Cię ta historia. Kisses – Margot :)))

  5. Fajne takie pamiątki :) Myślałam, ze Cię zobaczę w tej koszuli :) Mój dziadek był tapicerem rozmiłowanym w antykach i moją ulubioną zabawą jak do niego przyjeżdżałam było grzebanie w ścinkach materiałów obiciowych atłasowych, hafrowanych, barwnych, które miał w szufladach w kuchni :) Buziaki :)

    1. Oj to musiało być fajne, to tak jak moja Babcia – krawcowa, też miała tony różnych rzeczy, a ja jej to bez końca rozplątywałam, układałam, przekładałam. Piękne wspomnienia :))))) . Dzięki – kisses – Margot :)))

  6. Niesamowite, to prawdziwy rodzinny skarb:). A jedna moja ciotka wszystko wyrzuciła, nim zdązyłam dorosnąc do wieku, gdy miałam coś na ten temat do powiedzenia… trzymałabym takie pudełko z kołnierzykami jak największy skarb.
    Koszula jest piękna…

    1. Tak, to rzeczywiście jest niesamowite. Kiedyś, gdy byłam mała nie miało jeszcze jakby takiej wartości, ale teraz trzymamy to pudełeczko w naszej komodzie, jako jedna z naszych najwspanialszych pamiątek. Niestety my też wyrzuciliśmy mnóstwo rzeczy … taka szkoda. Dzięki – kisses – Margot :)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *