O mnie

Moja miłość do mody to związek burzliwy, trochę dziki , czasami niespełniony, wielokrotnie profesjonalny, okresowo zaniedbany, ale nigdy nie zapomniany, lub zdradzony.

W czasach, gdy byłam młodą dziewczyną nie było raczej zawodu projektanta ubrań w Polsce. Nie wiem, jak ewentualnie wtedy można było zajmować się profesjonalnie modą – chociaż była przecież Pani Barbara Hoff i Pan Jerzy Antkowiak, ale to były wyjątki. Nie wyobrażam sobie, żeby w tamtych czasach studiować modę.
A to właśnie najbardziej chciałam robić.
Do tej pory mam takie małe papierowe laleczki, pięknie narysowane na brystolu, które były modelkami dla moich niekończących się pomysłów.
Potem zaczęło się szycie – pierwsze próby w liceum.
Potem szyłam już wszystko -włącznie z płaszczami.
Wreszcie 3 lata pracy w Londynie w studiu projektantów mody Jean and Martin Pallant. Ekskluzywna moda dla bardzo bogatych, sklep koło Harrods’a w Knightsbridge .
W Polsce rok szycia ubranek dla dzieci, a właściwie dziewczynek – laleczek.
Przez kilka ostatnich lat szaleństwo stylizacji dla córki, siebie, znajomych, koleżanek.
Szycie, szycie.
Przerabianie.
Dopasowywanie.
Szukanie.
Miłość w końcu , powoli zaczyna być spełniona.

Małgorzata Douglas – Margot :)

ENGLISH VERSION

About me

My love for fashion is a turbulent relationship, a little wild, sometimes unfulfilled, repeatedly professional, periodically run down, but never forgotten or betrayed.

In the days when I was a young girl it was rather impossible to be a fashion designer in Poland. I do not know how or if one could have actually become professional designer – even though we had fantastic Mrs. Barbara Hoff and Mr. Jerzy Antkowiak, but they were exceptions. I wouldn’t know how to study fashion those days.
And that was what I really wanted to do.
Up to now I keep my little paper dolls, beautifully drawn and coloured which were models for my endless ideas.
Then I started sewing – first attempts in high school.
Later I was sewing everything – including tailored coats.
Finally, three years  in London in a studio of fashion designers Jean and Martin Pallant. Exclusive fashion for the very rich, a shop near Harrods in Knightsbridge.
In Poland, one year of sewing clothes for children, in fact girls –  like beautiful dolls.
Over the past few years,  continuous styling for my daughter, myself, friends, colleagues.
Sewing, sewing.
Altering.
Creating.
Designing.
My love for fashion slowly begins to be fulfilled.

Małgorzata Douglas – Margot :)


  • Fiolka

    Oooooo – jak to miło, że jest taki blog. Skąd jesteś Kobieto z bloga?
    Jak obejrzałam i poczytałam sobie troszkę, to poczułam odrobinę zazdrości, ale takiej pozytywnej. Postawić na swoim i zacząć robić to co się kocha…….. a jeśli się kocha, to co się robi, to widać
    i czuć – stąd ta moja odrobina zazdrości.
    Myślę, że nadchodzi właśnie czas dla kobiet, które swoje odpracowały i odchowały i mogą zacząć spełniać swoje marzenia, by poczuć się wyjątkową kobietą. Mam nadzieję znajdować tu inspiracje jak za niewielkie pieniądze przy odrobinie pomysłowości i pracy własnej, wyglądać i poczuć się nieco bardziej kolorowo i awangardowo. I żeby koleżanki nam zazdrościły…. ale tak pozytywnie :)

    • Margot

      Zapraszam w takim razie do częstego odwiedzania :) Skąd jestem? Jestem – ‚every woman’ – z większymi i mniejszymi marzeniami, z problemami, ze szczęśliwymi dniami, ale także tymi zupełnie kiepskimi, z życiem zawodowym… i z pomysłami przedstawianymi na blogu. ;) Dziękuję i pozdrawiam Margot

  • burababa

    Przykro, że nie wiedziała Pani o łódzkiej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, która miała Wydział Ubioru i kształciła na nim właśnie projektantów. Zatrudniani byli oni w różnego rodzaju zakładach (fabrykach) odzieżowych i spółdzielniach. Powstawały tam znakomite projekty, choć nazwiska projektantek (bo były to przeważnie dziewczyny) znane były jedynie w”branży”. To siła przebicia Pani Jadwigi Grabowskiej i jej przedwojenne kontakty osobiste pozwoliły, by ‚Moda Polska” mogła zostać zaprezentowana na Zachodzie. Na wykonanie i przedstawienie kolekcji potrzebne były ogromne pieniądze, a w odbudowującej się Polsce wydawano je raczej na coś innego. Zjawisko „mody młodzieżowej” powstało u nas na początku lat siedemdziesiątych (na Zachodzie nieco wcześniej). Świetne ciuchy można było kupić nie tylko w Hofflandzie, ale i w „zwykłych” sklepach powstałe w szczecińskiej „Danie” czy „Odrze” – młodzieżowe, czy bardzo eleganckie, zaprojektowane i uszyte w łódzkiej „Telimenie”. Nie było tak źle! Wiele rzeczy było wspaniale zaprojektowanych, a po prostu nie było zwyczaju robienia z twórców tych projektów – projektantów-celebrytów.

    • Margot

      Dziękuję za komentarz. Jestem pod wrażeniem Pani wiedzy na temat realiów branży odzieżowej sprzed lat. Oczywiście pamiętam te marki – zwłaszcza tak zwane jeansy z ‚Odry’ to był przecież szczyt marzeń. Prawie już jak autentyczne Wrangler’y czy Levis’sy ;) Moje wykształcenie i potem życie zawodowe skierowało się w zupełnie innym kierunku i tylko okazjonalnie wracałam do realizacji moich marzeń. I nagle – pojawia się nowoczesna technika, blogi, zupełnie inne możliwości. Takie małe, nieśmiałe pomysły na temat mody, jakieś jej interpretacje i wariacje na temat będę pokazywała na tym blogu. Zapraszam do krytyki i …. być może podziwiania tych ciekawszych lub piękniejszych. Pozdrawiam Margot

      • burababa

        No właśnie – podziwiania! Przed chwilą zobaczyłam ostatnie Pani dzieło – granatowy płaszcz! Gratuluję pomysłu i doprowadzenia wszystkiego do końcowego efektu. Żałuję tylko, że na zdjęciach (skądinąd bardzo sympatycznych) nie widać detali i tych wszystkich „smaczków”, które stanowią o urodzie i oryginalności płaszcza. Ale z czasem dojdzie Pani do perfekcji także w dziedzinie fotografowania „swojej mody”. Życzę, by blog stał się popularny – oglądany i komentowany. Czuję, że ma Pani potencjał. To, co Pani pokazała do tej pory, świadczy o twórczym podejściu i nie jest powielaniem „gotowców”. Powodzenia!

        • Margot

          Bardzo dziękuję za tak pozytywną opinię i życzenia na przyszłość. A jeśli chodzi o granatowy płaszcz – będzie jeszcze pokazywany w lepszych ujęciach. Cieszę się, że w jakimś maleńkim choćby stopniu odróżniam się od ‚powielania gotowców’, a przede wszystkim, że jest to zauważalne. Pozdrawiam Margot