Markowe ciuchy ;)

Istnieje coś takiego jak pokazywanie swojej pozycji społecznej, albo raczej pieniądza markami ubrań, jakie ktoś nosi. ;)

Podobno pojawia się już w szkole podstawowej.

Rozrasta w liceum i na studiach, by w końcu … zaginąć w wieku dorosłym, gdy tatuś już nie daje, a praca jeszcze. ;)

Nigdy nie poddałam się takiemu terrorowi.

Nigdy nie było wymieniania nazw znanych marek w domu, ani przechwalania.

Jedyną rzeczą, którą zaakceptowałam przez mniej więcej pół roku, to były rzeczy Nici i Diddl’a . Rzeczywiście, nie dało się powiedzieć ‚nie’, w sytuacji, gdy były to przedmioty szkolne i wszyscy je mieli. Totalne wariactwo. Ołówek kosztował tyle, co cały piórnik, a piórnik tyle, co tornister.

Ale ubrania – to była inna sprawa.

Od dziecka ubierałam córkę szyjąc dla niej nawet skarpetki. Nie było miejsca na przypadkowość. Gumka, sznurówka, kapelusz – wszystko było elementem przemyślanej konstrukcji  ;)  :D

Nie wiem, córka też nie wie, czy była wojna na tak zwane markowe ciuchy w jej szkołach.

To dla niej nie było ważne , zawsze dobrze wyglądała lub gdy chciała, odróżniała się od innych.

Spotkałam niedawno mamę jednej z jej koleżanek. Miło sobie wspominałyśmy dzieciństwo naszych dzieci i co się okazało?

Otóż ta pani potrafiła w szczegółach opisać dzwony (dodatkowo rozszerzane przeze mnie :D ), ‚domodelowany’ sweter z second handu i kilka innych rzeczy, o których nawet ja zapomniałam. Było mi bardzo przykro, bo nie mogłam odpowiedzieć podobnym komplementem – kompletnie nie pamiętam jak ubierała się tamta dziewczynka, ale wiem jedno, wszystkie jej rzeczy były markowe.

Wczoraj uszyłam córce bluzkę z elementami brokatowymi – tymi modnymi w tym sezonie. Ale ta bluzka jest zupełnie inna, nikt takiej nie ma. I nikt też nie pyta gdzie ją kupiła, bo Ci co wiedzą, wiedzą, ;)  a Ci , którzy nie wiedzą myślą, że jest z jakiegoś drogiego butiku.

Lubię takie bluzki, takie spodnie, takie swetry. Lubię , żeby rzeczy coś znaczyły, coś mówiły. Lubię , żeby były pamiętane przez lata. To bardzo miłe uczucie  ;) :)

Margot

Może cię również zainteresować

24 komentarze

  1. Ja w młodości szyłam sobie różne dziwne, ciekawe rzeczy, aż nie potrafię pojąć skąd miałam cierpliwość, ale chyba z determinacji. Choćby bluzkę z paczłorkową twarzą na przodzie, z włosami plecionymi ze sznurków, czy taką jakby wojskowa koszulę, z 2 materiałów, milionem patek i zapięć :) Nie przywiązuję wagi do marek w ogóle, i zawsze nawet jak miałam większość rzeczy z Solara mówiłam, ta moja niebieska sukienka, dopiero na pytanie skąd ją masz odpowiadałam prawdę. Moja siostra natomiast operuje tylko markami, np ta bluzka z Mango itp. więcej nie potrafię powtórzyć, bo to wysoka półka a nie sieciówki ;) Pozdrawiam :)

    1. To tak jak ja – pamiętam, były modne takie daszki-przepaski z przezroczystym daszkiem, ale …. u nas oczywiście niedostępne. Popsułam kilka teczek, które chyba się nazywały skoroszyty – zresztą też nieosiągalne, Mama potem krzyczała hahaha – żeby taki plastyk obszyć i doszyć do przepaski. Wyszło rewelacyjnie – mam go do tej pory, a wyglądał jak z tak zwanej ‚paczki’ haha. Twoja siostra ? piękna Ven’s Wife ? tak ? Dzięki – pozdrawiam Margot :)

      1. Z Renią Jaz tak sobie żartujemy, że jesteśmy siostrami, bo długo miałam podobną fryzurkę do niej, a gdy do niej trafiłam to poczułam jakąś dziwną więź, pochwaliłam się tym komuś, a ta osoba
        skwitowała: bo jesteście do siebie podobne ;) Mam jeszcze 2 siostry z tego samego tatusia, i wiele innych pewnie :) ))

  2. What a lovely article! Things we make ourselves are always special. Unfortunately, a lot of people think they need to buy brands to be stylish…but if everyone is wearing the same branded clothes, can we talk about personal style?

    It is so nice that that lady remember things your daughter wore when she was younger. When I look back at my own elementary school days, I remember one bag made from old jeans that my mother made for me. My mother always says she lacks ideas, but she knows how to sew, so when I was little I would suggest something and she would make it. We were a good team:).

    1. hahah how lovely :) memories like that are always very precious :) . It’s good to do things together. Thank you – cheers – Margot :)

  3. ja nigdy nie miałam parcia na markowe ubrania. Nosiła to, co mi się podobało. Markowych ubran co prawda miałam sporo, bo a to ciotka przyniosła, a to w lumpeksie mi się udało kupić. Niestety sporo dzieciaków już w gimnazjum mówi o makowych ciuchach, a ten, który ich nie nosi jest gorszy. To naprawdę smutne ;/

    1. Niestety mam właśnie podobne doświadczenia – dzieci oceniają się według reguły – komórka, buty, kurtka. Niestety wiele szkół to po prostu plaga. Dziękuję i pozdrawiam – Margot :)

  4. Nie mam parcia na marki, ale nie zaprzeczę, że jak coś takowego wpadnie mi w ręce po przecenie lub w lumpeksie, to się cieszę :) )
    W latach dzieciństwa i młodości, mojej mamy nie było stać na markowe ciuchy dla mnie, więc kombinowała. Dzięki temu często się wyróżniałam ;) )

    1. Marki są dla ludzi i fajnie, gdy ktoś może sobie na nie pozwolić … ale jeśli stają się jedyną wykładnią pozycji społecznej, to mam z tym problem ;) . Dziękuję i pozdrawiam Margot :)

  5. A ja zawsze chcialam mieć dzinsy z Pewexu. No śniłam o nich po nocach, próbowałam zaoszcxędzić, to było 14 dolarów, dla moich rodziców niewyobrażalnie dużo wtedy. I do dziś sobie prawdziwych Levi’sów nie kupiłam, chociaż teraz mnie na to stać. Nie umiem szyć, chociaż próbowałam, ubieram się w sieviówkach, tych tańszych, bo lubię. Szmateksów dla odmiany nie lubię, chociaż często podziwiam na innych cuda tam znalezione. Ale sama jakoś nie… A rzeczy markowe? A ktore juz sa markowe, a ktore tylko ” marna sieviówka”?

    1. hahaha a to jest dobre pytanie :D ;) . Znam dziewczynę ( 18 lat) , która chodzi w Burberry i butach za minimum 1000zł, biżuteria tylko Tous i tym podobne – wygląda jak tak zwana stara malutka, po prostu fatalnie. Może to są te marki ;) , a sieciówki dla mnie na przykład są idealne – zawsze coś można tam znaleźć, zawsze coś pokombinować. Historia z jeansami hahahah – jest taka sama jak moja – też chciałam i też nigdy nie kupiłam :D ;) . Dziękuję – dobrej nocy – Margot

  6. Gdy byłam nastolatką byłam szczęściarą. Nosiłam świetne ubrania, nie były markowe ale szyte na zamówienie,czasem wg moich projektów:-)Ciocia była super krawcową, jeden wujek również i dwie sąsiadki.W tej chwili tylko od czasu do czasu nudzę moją bratową(mieszkamy daleko od siebie) aby coś dla mnie uszyła.Ja próbowałam uczyć się szyć ale pod tym względem nie mam talentu.Metka nie ma znaczenia jeśli coś dobrze wygląda :-)

    1. Też tak uważam, metka nie ma znaczenia i oczywiście nie trzeba umieć szyć ;) :D . Niestety dzieci bardzo często rosną w przekonaniu, że komórka lub jakieś tam ciuchy kreują człowieka, a lepiej chyba uczyć ich ekstrawagancji, odwagi, pomysłowości. Dzięki – pozdrawiam Margot :)

  7. A ja pamiętam czasy jak wszystko sobie robiłam sama: i swetry na drutach, i szyłam ciuchy na maszynie, ale to była komuna, więc trzeba było sobie radzić. A potem miałam coraz mniej czasu na produkcję własną i zaczęłam kupować. Dopiero niedawno wróciłam do robienia na drutach, bo mnie to relaksuje i widzę, że obdarowani cieszą się ze swetra zrobionego specjalnie dla nich. A co rzeczy markowych, to nie można wrzucać wszystkich do jednego worka, że kupuję żeby pokazać przynależność od jakiejś grupy. Być może taką motywacją kierują się osoby zakompleksione. Ale znam też takie (i ja się do nich zaliczam), które lubią markowe rzeczy, zwłaszcza dodatki, bo po prostu mają rewelacyjną jakość i są na lata. Niektóre cacka zostawię synowej, a może nawet wnuczki się ucieszą (zakładam, że będę babcią:)). A tak w ogóle, to nigdy się nie zastanawiam dlaczego ktoś coś kupuje. Zakładam, że po pierwsze lubi, po drugie stać go/ją na to. I tyle:). Pozdrawiam, Renata

    1. Nie, nie hołduję komunie, ani brakom w sklepach, wręcz przeciwnie – jestem zachwycona, że te czasy minęły, miejmy nadzieję bezpowrotnie i nie trzeba już niczego kombinować, żeby jakoś wyglądać. Mojej córce tworzyłyśmy ubrania, bo ona też w tym miała swój bardzo duży wkład, gdyż nas to bawiło, a nie dlatego, że w sklepach wtedy nie było towarów (bo akurat były ;) ). Masz rację mnie też absolutnie nie interesują wybory innych, ale jak to mówi nasz znajomy – gdy lecimy pierwszą klasą w samolocie, wszyscy mają takie same torby z charakterystycznym wzorkiem :D … a przecież w innej sytuacji noszenie mundurka by nas irytowało ;) . Dzięki – pozdrawiam Margot

  8. Nigdy nie miałam „pędu” na markowe ciuchy choć czemu nie, chciałabym.
    Dawniej było trochę naszych rodzimych firm i tam też kupowałam a w latach 90-tych moja koleżanka miała butik i to dobry więc wybierałam do woli.
    Teraz to zostały mi sieciówki choć do sh też czasami zaglądam.
    Dawniej dużo szyła mi teściowa. Córka też nie miała żadnych roszczeń, że niby musi być markowe.
    Pozdrawiam Margot cieplutko…

    1. Myślę, że oczywiście wszystko łączy się z tak zwaną ‚kasą’, ale kupowanie czegoś markowego tylko dlatego, że takie jest, a nie dlatego, że autentycznie mi się podoba jakoś nie jest moją bajką. A sieciówki – przy nadmiarze potrzeb (zwłaszcza teraz tych blogowych hahahah ) świetnie zdają egzamin ;) . Pozdrawiam cieplutko – Margot :)

  9. No i dlatego wyszukuję rzeczy w sh :) nigdy nie mogłam nauczyć się szyć…nie wiem dlaczego….sprawia mi to ogromną trudność. Còrce trochę szyła mama. Sporo sweterków miała robionych ręcznie. Moje wybitne ciuszki z młodości to farbowane ręcznie podkoszulki i własnoręcznie ozdabiane ;) i…krawcowa , a mój projekt. Pozdrawiam i zazdroszczę umiejętności szycia.

    1. O tak !!! Farbowane podkoszulki :) i nie tylko ;) , to dopiero były rzeczy :D . Nie wszyscy wszystko potrafią, ale chodziło mi o poruszenie tematu ‚metki’, jakiegoś ogłupienia marką tylko po to, żeby pokazać, że nas stać. Dziękuje i pozdrawiam Margot :)

  10. Kochana, to mamy dużo wspólnego :) też szyłam swojej córce, pamiętam jak uszyłam płaszczyk podszyty futerkiem, wszystkie panie zaczepiały mnie skąd ma taki płaszczyk, tak to było miłe ;D i również nigdy, ale to nigdy nie naciągały mnie na markowe rzeczy! :)

    1. hahaah też miała TAKI płaszczyk :D , a do tego mufkę i pelerynkę ;) . Super :) – pozdrawiam serdecznie – Margot :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *